Ubezpieczenia podróżne
Kilkanaście tysięcy złotych za przewiezienie do szpitala
Gdy na alpejskim stoku dojdzie do wypadku i potrzebny będzie transport oraz hospitalizacja, koszty sięgną 100 tys. zł. Można uniknąć pokrywania ich z własnej kieszeni. Wystarczy wykupić odpowiednią polisę. Tygodniowa kosztuje kilkadziesiąt złotych na osobę
Złamane noga, ręka, żebra i obojczyk, zwichnięty bark, skradzione narty – każdemu może się to przydarzyć na stoku. Przed wydatkami, które mogą zrujnować domowy budżet niefortunnego narciarza, chroni odpowiednia polisa.
Pan Nowakowski, klient Mondial Assistance, wyjechał na narty do Zell Am See w Austrii. Na stoku podczas zjazdu przewrócił się. Trafił do szpitala. Przewieziono go tam helikopterem. Lekarz dyżurny stwierdził stłuczenia okolicy lędźwiowo-krzyżowej. Na szczęście nic nie zostało złamane. Pan Nowakowski został przetransportowany do szpitala we Wrocławiu.
A oto koszty udzielenia pomocy:
- pierwsza pomoc na stoku – 290 zł,
- helikopter ze stoku do szpitala w Zell Am See – 12 000 zł,
- ambulans z Zell Am See do Wrocławia – od 5000 do 6200 zł (ambulans wyjechał z Polski),
- w sumie – od 17 290 do 18 490 zł.
Gdyby pan Nowakowski nie był ubezpieczony, musiałby tyle zapłacić z własnej kieszeni.
W razie wypadku na nartach za granicą koszty pomocy są bardzo wysokie. Nawet drobne kontuzje mogą wiązać się z dużymi wydatkami. Na Słowacji za zwiezienie poszkodowanego do doliny płaci się 400 – 500 zł, we Francji za opatrzenie zwichniętej nogi nawet 400 euro. Jeśli ma się odpowiednie ubezpieczenie, koszty te pokrywa towarzystwo.
Najpierw zgłaszamy się do NFZ
W krajach Unii Europejskiej, Islandii, Liechtensteinie, Norwegii i Szwajcarii Polacy poszkodowani w wypadkach mają prawo do korzystania ze świadczeń medycznych finansowanych przez te państwa w takim zakresie jak ich obywatele.
Dokumentem uprawniającym do leczenia za granicą jest Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego (EKUZ). Kartę tę otrzymamy w oddziałach Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ), oczywiście pod warunkiem, że mamy prawo do ubezpieczenia zdrowotnego w Polsce (np. opłacamy składki zdrowotne).
Wyjeżdżając na narty za granicę, kartę EKUZ trzeba zabrać ze sobą. Karta ta jednak nie wystarczy. Po pierwsze dlatego, że nie obejmuje ona leczenia w prywatnych placówkach. Po drugie, w niektórych krajach usługi zdrowotne są częściowe odpłatne, a EKUZ uprawnia tylko do takiego finansowania wydatków, jakie przysługuje obywatelom danego kraju. Po trzecie, EKUZ gwarantuje pokrycie kosztów leczenia, ale nie obejmuje kosztów ratownictwa na stoku i transportu do Polski. Oprócz EKUZ dobrze jest zatem mieć ze sobą polisę.
Wysokie koszty leczenia
Na ubezpieczeniu narciarskim nie warto oszczędzać, zwłaszcza że koszt zapewnienia sobie odpowiedniej ochrony nie jest duży, a wydatki mogą być rujnujące. Polisa – tak jak każdy produkt – gdy jest zbyt tania, powinna wzbudzić nasze podejrzenia. Nie oznacza to, że droga polisa zawsze jest dobra.
Nie należy kierować się wyłącznie ceną. Trzeba zapoznać się z zakresem ubezpieczenia. Ważna jest również wysokość sumy ubezpieczenia, bo po wypadku może się okazać, że nie wystarcza na pokrycie poniesionych przez nas wydatków, które często są nadspodziewanie wysokie.
Jeden z klientów Mondial Assistance pan Kowalewski miał niebezpieczny upadek w austriackim Sölden. Jego stan był na tyle poważny, że przetransportowano go helikopterem do szpitala. Na miejscu okazało się, że ma złamane żebra i obojczyk. Doznał też poważnych obrażeń wewnętrznych. Potrzebna była operacja. Hospitalizacja trwała prawie dwa tygodnie.
Gdyby nie polisa ubezpieczeniowa, pan Kowalewski musiałby ponieść następujące koszty:
- transport helikopterem ze stoku do najbliższego szpitala – 17 100 zł,
- hospitalizacja (13 dni) – 46 300 zł,
- operacja i badania w trakcie hospitalizacji (łącznie) – 30 500 zł,
- przyjazd do Sölden żony poszkodowanego (wraz z taxi z lotniska do hotelu) – 5100 zł,
- pobyt żony w hotelu (4 dni) – 900 zł,
- transport poszkodowanego ze szpitala na lotnisko – 1700 zł,
- w sumie – 101 600 zł.
Gdyby podobne uszkodzenia ciała były efektem zderzenia na stoku, a pan Kowalewski byłby sprawcą takiego wypadku, koszty mogłyby być nawet dwukrotnie wyższe. Pan Kowalewski musiałby bowiem wypłacić odszkodowanie innej osobie, która ucierpiała w wyniku kolizji na stoku. Roszczenia poszkodowanych zwykle wynoszą ok. 100 tys. zł.















