Kredyty mieszkaniowe
Jak nie tracić na spreadzie?
Zadłużając się na mieszkanie w obcej walucie, nie patrz jedynie na marże banków. To spread walutowy może być groźniejszy. W jednym banku wynosi on np. 5 procent, a w innym nawet ponad 10 proc.
Spread walutowy to procentowa różnica pomiędzy kursem sprzedaży a kursem zakupu waluty w banku. Po kursie kupna (niższym) kantor i bank odkupią od nas walutę, a po kursie sprzedaży (wyższym) nam ją sprzedadzą. Różnica między kursem sprzedaży a kursem kupna to zysk handlującego walutą. Przyjęło się spread wyrażać procentowo. Tak dowiadujemy się, o ile procent kurs sprzedaży jest wyższy od kursu kupna – wyjaśnia Maciej Chyziak, ekspert Invigo.
I tak dopłacisz
W najpopularniejszej dziś, poza złotym, walucie kredytów hipotecznych, czyli w euro, spread w zależności od banku wynosi od 5 do ponad 10 proc. – W momencie wypłaty kredytu bank „odkupuje" od nas walutę, którą udostępnił nam w ramach kredytu, a przy spłacie raty „sprzedaje" nam ją. Np. gdybyśmy dziś wzięli 100 tys. euro kredytu hipotecznego, bank wypłaciłby nam 390 tys. zł po kursie kupna 3,90 zł. Gdybyśmy jutro chcieli całość kredytu spłacić, musimy już na to wydać 410 tys. zł – po kursie sprzedaży euro 4,10 zł – mówi Maciej Chyziak.
Krzysztof Oppenheim, doradca finansowy z firmy Oppenheim Enterprise, twierdzi, że na spreadzie nie da się nie stracić. – Skoro decydujemy się na kredyt walutowy, musimy się z tym pogodzić. Ważne jednak, aby koszty spreadu znać przed wyborem konkretnego banku. Wtedy mamy szansę na skorzystanie z tańszej wersji. Przy kredycie walutowym – poza marżą – ważnym parametrem wpływającym na ogólną cenę kredytu jest właśnie spread – podkreśla Krzysztof Oppenheim i dodaje: – Jeśli więc rozważamy ofertę dwóch banków z identyczną marżą (przyjmując, że w obydwu bankach podobne są też pozostałe koszty kredytu), to warto się zorientować, jaką wysokość spreadu stosuje dany bank. I dopiero wtedy wybrać konkretną ofertę – radzi. Wysokość spreadu możemy sprawdzić na stronie internetowej danego banku.
Rekomendacja – nowym
A jak nowi kredytobiorcy mogą zabezpieczyć się przed spreadem walutowym?
– Klienci zainteresowani kredytem indeksowanym kursem waluty obcej mogą skorzystać z opcji zapewnionej im w Rekomendacjach Komisji Nadzoru Finansowego. Dają one możliwość spłaty kredytu bezpośrednio w walucie obcej oraz żądania wypłaty kredytu w walucie obcej, co pozwala na uniknięcie spreadu w momencie wypłaty – mówi Agnieszka Nierodka z Fundacji na rzecz Kredytu Hipotecznego. – Do kwestii spłaty kredytu bezpośrednio w walucie obcej trzeba jednak podejść rozważnie, kalkulując opłacalność takiej operacji.
Sytuacja osób, które zaciągnęły kredyt indeksowany przed lipcem 2009 r. (czyli przed wejściem w życie rekomendacji S II), jest nieco trudniejsza. – Ci kredytobiorcy, aby skorzystać z możliwości spłaty kredytu w walucie obcej, muszą podpisać aneks do umowy kredytowej. Niestety, część banków pobiera za aneksy wysokie opłaty, co w znacznym stopniu niweluje opłacalność takiego przedsięwzięcia – mówi Agnieszka Nierodka.
Trzeba pamiętać, że – zgodnie z rekomendacją II – bank jest zobowiązany do umożliwienia dokonania takiej zmiany tylko raz w ciągu okresu spłaty kredytu – czyli klient nie może przynosić do banku raz złotych, a raz np. franków czy euro. Niektóre banki dają klientom możliwość dokonania takiej zmiany wielokrotnie, ale jest to opcja dosyć kosztowna – zwraca uwagę Agnieszka Nierodka.
Okienko czy przelew?
Jeśli zdecydujemy się na zmianę sposobu spłaty kredytu, trzeba jakoś walutę pozyskać. – Udając się w tym celu do kantoru, zaoszczędzimy kilka groszy na jednym franku. Podczas gdy średni kantorowy kurs sprzedaży EUR/PLN wynosi od kilku dni 4,02, to średni bankowy – 4,10 – mówi Mikołaj Fidziński, analityk porównywarki finansowej Comperia.pl.
Ile można więc realnie zaoszczędzić? – Przyjmijmy, że klient zaciąga 30-letni kredyt w euro w wysokości 200 tys. zł (gdy wartość nieruchomości wynosi 300 tys. zł). Płaci miesięczną ratę w wysokości 1 050 zł, co mniej więcej odpowiada średniej racie takiego kredytu w polskich bankach. Gdyby zdecydował się nie spłacać swej raty w złotych, dając zarobić swemu kredytodawcy na przewalutowaniu, ale wykupić euro w kantorze, kosztowałoby go to 1 029,50 zł. To ponad 20 zł różnicy – wylicza Mikołaj Fidziński. – W przybliżeniu można stwierdzić, że taki zabieg w perspektywie całego kredytu dałby mu oszczędność na poziomie 7380 zł. Stopy procentowe czy kursy walut mogą rosnąć i spadać, ale różnica w racie spłacanej bezpośrednio w walucie i po kursie bankowym nadal będzie w granicach 20 zł.















