Relacje w pracy
Frustracja – zawodowy zabójca (odcinek V)
Komunikaty typu „ty” to werbalna przemoc. Co możemy zrobić lepiej? Ratunku należy szukać w komunikacie typu „ja”, który pozbawia rozmowę agresji
Samospełniająca się przepowiednia
Prawdopodobnie słyszałeś już kiedyś o tzw. samospełniającej się przepowiedni. Jest to prognoza, która spełnia się wyłącznie dlatego, że istnieje. Jest więc szczególną przyczyną skutków, o których mówi.
Ludzie mają skłonność do uogólnień. W ten sposób ułatwiamy sobie życie codzienne, ponieważ w określonych sytuacjach nie musimy już wytężać uwagi, lecz możemy nieświadomie wyciągać wnioski na podstawie stereotypów. Dowiedziono naukowo, że mamy skłonność do przypisywania ludziom atrakcyjnym pod względem fizycznym pozytywnych cech osobowości, takich jak życzliwość i uprzejmość.
Jeśli pracując w dziale sprzedaży, spotykamy się z wysoką, szczupłą klientką o blond włosach i błękitnych oczach, która ma około 25 lat, to być może zaczniemy myśleć stereotypowo. Ponieważ już „wiemy”, że mamy do czynienia z życzliwą i uprzejmą młodą damą, zachowujemy się odpowiednio przychylnie i grzecznie. A na końcu rozmowy stwierdzamy, że klientka jest naprawdę życzliwa i uprzejma. Na podstawie tej myśli, tego stereotypu, zaprezentowaliśmy odpowiedni sposób zachowania, który z kolei wywołał odpowiednią reakcję drugiej strony. I tak spełniła się przepowiednia (lub sami ją wypełniliśmy).
Krytycy horoskopów często uzasadniają swoją opinię, opisując zjawisko samospełniającej się przepowiedni. Jeśli twój horoskop stwierdza „W przyszłym tygodniu popełnisz fatalny błąd w pracy”, to jest bardzo prawdopodobne, że z czystej obawy przed popełnieniem tego błędu będziesz zdekoncentrowany i roztargniony, przez co rzeczywiście się pomylisz.
Powyższe przykłady kolejny raz pokazują niezwykłą moc naszych myśli. Sprawiają one, że możemy powodować zjawiska negatywne, więc musi istnieć także możliwość wywoływania zjawisk pozytywnych, aktywnego kształtowania naszego bytu!
Ty, ty, ty – zawsze tylko ty. A ja? Jak porozumieć się bez przemocy?
„Znów się spóźniłeś.”
„Nigdy nie robisz tego, co do ciebie należy.”
„Rozczarowujesz mnie.”
Jesteś… masz… zawsze ty…ty…ty…
I tak przez cały dzień; tydzień w tydzień, rok w rok – przez całe życie. Ciągle ktoś nam mówi, że coś źle zrobiliśmy, o czymś zapomnieliśmy, przez co czujemy się zagubieni. Jednak gdy sprawdzimy, co sami dajemy innym, stwierdzimy, że nie jesteśmy lepsi.
Podczas komunikacji ludzie mają skłonność do zwracania się do strony przeciwnej per „ty/pan/pani”. To, co mówimy, to z reguły klasyczne komunikaty typu „ty” (w drugiej osobie lp.).
Wyobraź sobie, że jesteś kierownikiem, który na spotkaniu miał przedstawić ważne dane. Chwilę przed zebraniem twoja asystentka z uśmiechem na ustach oznajmia ci, że nie zdążyła przygotować raportu. Jak reagujesz? Najpewniej jesteś wściekły i zaczynasz ją oskarżać.
Cechą charakterystyczną komunikatu typu „ty” jest wysuwanie zarzutu, co powoduje reakcję zwrotną. Mówimy, nie rozumiejąc jeden drugiego, czasem dochodzi wręcz do werbalnej bójki. Na końcu nikt niczego nie pojmuje. Niebezpieczne jest to, że przez zarzut niesprawiedliwie traktujemy drugą stronę, ponieważ przegapiamy okazję, by dowiedzieć się, czy być może istniały uzasadnione powody zaniedbania. Mówiąc w skrócie: komunikaty typu „ty” to werbalna przemoc.
Co możemy zrobić inaczej lub lepiej? Ratunku należy szukać w komunikacie typu „ja”, który pozbawia rozmowę agresji.
Ćwiczenie 1: Nadawanie komunikatów typu „ja”
Wyobraź sobie, że jesteś człowiekiem z naszego przykładu. Opracuj cztery części komunikatu typu „ja, który przekażesz swojej asystentce:
1. Obserwacja: Obiektywnie i bez jakiejkolwiek oceny przedstaw sprawę, bądź rzeczowy i wyrażaj się tak, by wszystko, co mówisz, było jak najbardziej konkretne i zrozumiałe.
2. Uczucie: Powiedz, jakie uczucia wywołuje w tobie ta sprawa.
3. Potrzeba: Uzasadnij, jak powstało uczucie opisane w punkcie 2., powiedz, dlaczego właśnie tak się czujesz.
4. Życzenie: Wyraź prośbę, powiedz, jak chciałbyś, aby to wyglądało następnym razem, i zwróć przy tym uwagę, że życzenia i prośby to nie żądania.






