Rozdroża gospodarcze
Finansów nie można się nauczyć raz na zawsze
Małgorzata Zaleska - Członek zarządu Narodowego Banku Polskiego, profesor zwyczajny w Katedrze Bankowości Szkoły Głównej Handlowej, wiceprzewodnicząca Komitetu Nauk o Finansach Polskiej Akademii Nauk
Czy wiemy więcej o ekonomii po kilku latach wzmożonej edukacji? Nauczyliśmy się mądrzej korzystać z usług finansowych?
Małgorzata Zaleska: Podczas kryzysu przeszliśmy przyspieszony kurs ekonomii i finansów. Część osób – zarówno konsumentów, jak i przedsiębiorców – odczuła, co oznacza niestabilny kurs złotego i ryzyko kursowe. W ostatnim czasie na bieżąco ludzie ci śledzili informacje ze świata finansów. Inni byli w stanie połączyć informacje o inflacji ze zmieniającymi się cenami w sklepie.
Można zaryzykować twierdzenie, że ogólna wiedza ekonomiczna społeczeństwa wzrosła. Coraz więcej osób korzysta z usług finansowych, coraz więcej sięga po informacje o nich. Zmienia się także system edukacji ekonomicznej. Mniej jest teorii i definicji, a więcej praktycznych przykładów.
Czy jest coś, czego z uporem nie robimy, chociaż powinniśmy?
Podstawą przy korzystaniu z wszystkich usług, w tym finansowych jest spokojne przeczytanie umowy. Od zachęcenia do uważnego czytania umów zaczęłabym podstawową edukację ekonomiczną.
Gdzie szukać informacji?
Polecam programy prowadzone przez Narodowy Bank Polski. I to nie tylko dlatego, że należę do jego kierownictwa. Są one rzetelne i dobrze przygotowane. Część z nich jest przeznaczona dla określonych grup odbiorców: nauczycieli, uczniów oraz liderów, czyli samorządowców, dziennikarzy, analityków makroekonomicznych, a nawet dla duchownych. Zachowanie liderów ma bowiem istotny wpływ na szerzenie wiedzy ekonomicznej czy finansowej.
NBP ma także specjalne programy dla bezpośrednich uczestników rynku: konsumentów, studentów, grup wykluczonych społecznie czy finansowo. W zeszłym roku z naszych programów skorzystało ponad 5 tysięcy pedagogów i ponad 290 tysięcy uczniów. Do portalu wiedzy ekonomicznej, prowadzonego przez NBP, stale zagląda ponad milion osób. W zeszłym roku odnotowano ponad 7 milionów odsłon.
Czego tam szukają?
Zależy to od konkretnego odbiorcy. Jedni szukają precyzyjnych informacji, np. o polityce pieniężnej. Młodsi odbiorcy preferują gry edukacyjne o treści ekonomicznej, które jednocześnie bawią i uczą.
Czy ludzie uczą się, czy korzystają z tej i innych stron WWW po to, by skopiować informacje, których nie rozumieją?
Oczywiście, samo skorzystanie przez uczniów z danych zawartych na stronach NBP nie oznacza, że młodzi ludzie rozumieją te informacje. Wszystko zależy od nauczyciela-mentora oraz od rodziców.
W ostatnim konkursie wiedzy ekonomicznej dla uczniów gimnazjów jeden z tematów brzmiał: „Jak bronić gospodarki Polski przed importem kryzysu z innych krajów". Po lekturze prac nadesłanych na konkurs było od razu widać, ile czasu rodzice i nauczyciele poświęcili autorom prac na wytłumaczenie zawiłości ekonomii.
Edukacja ekonomiczna jest jednak działaniem długofalowym. Nie przynosi z reguły efektów z dnia na dzień. Rezultaty dzisiejszych działań edukacyjnych będą widoczne dopiero w przyszłości. To długi proces.
A jest taki poziom wiedzy, przy którym możemy powiedzieć: jesteśmy społeczeństwem wyedukowanym ekonomicznie?
Nie. Z dwóch powodów. Po pierwsze, wciąż rozwijają się nowe formy usług finansowych. Po drugie, stale przybywają nowe grupy potrzebujące edukacji. Zasadne jest, abyśmy koncentrowali się na uczeniu, a właściwie przybliżaniu ekonomii i finansów dzieciom, żeby w przyszłości były ciekawe nowości.
Nie można finansów nauczyć się raz na zawsze, bo świat się rozwija. W przyszłym roku NBP otworzy Centrum Pieniądza. Będzie to zarówno muzeum historii pieniądza, jak też nowoczesny ośrodek edukacji ekonomiczno-finansowej.















