Lista 500
Branża na plusie
Polskie firmy chemiczne weszły w rok 2010 w głębokim kryzysie, ale wyszły z niego kompletnie odmienione
To był dla branży chemicznej bardzo dobry rok. Największe światowe koncerny radykalnie, bo o ponad 20 proc., zwiększyły swoją globalną sprzedaż i w jeszcze większym stopniu zarobki. W 2010 roku zysk amerykańskiego giganta DuPont wzrósł o ponad 80 proc., niemieckiego BASF – największej chemicznej firmy na globie – o przeszło 220 proc., grupy Dow Chemicals zaś o ponad 270 proc. Na koniunkturze skorzystały również w minionym roku polskie zakłady chemiczne. Jednak w ich przypadku chodziło najczęściej nie o zwiększenie zysków, ale o to, by straty z 2009 roku zastąpić dodatnim wynikiem. Udało się, a efekty były czasami bardzo zaskakujące.
Największe nasze firmy z tej branży są producentami nawozów – zarówno azotowych, jak i wieloskładnikowych. I to właśnie ten rodzaj produkcji stał się, począwszy od drugiej połowy zeszłego roku, bardzo intratny. Jak zauważają eksperci, stało się to głównie za sprawą zwyżki cen żywności oraz zbóż na globalnych rynkach. W ślad za tym wzrostem zwiększyła się siła nabywcza rolników, końcowych odbiorców nawozów, co istotnie poprawiło popyt na tego rodzaju produkty. Dzięki temu po bardzo trudnym dla sektora polskiej chemii, a dla niektórych firm, takich jak Zakłady Chemiczne Police czy ZAK (d. Zakłady Azotowe Kędzierzyn), wręcz krytycznym 2009 roku w zeszłym sytuacja radykalnie się poprawiła. Obie firmy zamknęły ubiegły rok na plusie, choć rok wcześniej miały najgorsze wyniki w całej historii – policka grupa odnotowała stratę przekraczającą 420 mln zł, a kędzierzyńskie zakłady miały blisko 90 mln zł skonsolidowanej straty. Radykalnie poprawiła się także sytuacja grupy Ciechu, w skład której wchodzą spółki produkujące na potrzeby rolnictwa. Dawna centrala handlu zagranicznego zakończyła zeszły rok z blisko 21 mln zł zysku netto, podczas gdy rok wcześniej miała ponad 90 mln zł straty.
Innym firmom pomogły zwyżki na światowych rynkach surowcowych. Kauczukowa hossa wywindowała czysty zysk grupy Synthos o prawie 200 proc., do blisko 490 mln zł. Z kolei zarobek Boryszewa wzrósł o 140 proc., do prawie 125 mln zł.
Najlepiej o poprawie w branży świadczyć może wzrost subindeksu sektorowego WIG-Chemia, do którego wchodzą największe notowane na warszawskiej giełdzie spółki z tej branży. Wskaźnik wzrósł w minionym roku z 3,2 tys. do blisko 5,16 tys. punktów, co oznacza, że jego wartość zwiększyła się o ponad 61 proc.
2010 rok miał być rokiem prywatyzacji polskiej chemii. Realizacja opracowanej i ogłoszonej dwa lata wcześniej przez Naftę Polską koncepcji sprzedaży państwowych firm chemicznych okazała się niemożliwa. Skarb Państwa nie sprzedał ani jednej akcji. Zainteresowanie wystawionymi pod młotek zakładami było umiarkowane, a oferty nie okazały się na tyle atrakcyjne, aby ministerstwo zdecydowało się sprzedać swoje pakiety papierów. Nie powiodła się również próba odsprzedania jednego z największych producentów nawozów oraz PCW – Anwilu Włocławek. Będący jej właścicielem Orlen uznał złożoną mu przez Zakłady Azotowe Puławy ofertę za niesatysfakcjonującą i na razie z niej zrezygnował.
Paradoksalnie jednak zeszły rok był początkiem kluczowych zmian właścicielskich w sektorze chemicznym w Polsce. Zaczął się bowiem proces konsolidacji branży. Zarysowały się silne ośrodki, na bazie których w przyszłości powstać mogą silne grupy chemiczne o regionalnym znaczeniu.
Do rangi konsolidatora urosły Azoty Tarnów, chociaż jeszcze kilka lat wcześniej wymieniane były w gronie tych spółek, które mają być przyjmowane przez większe podmioty. Firma bardzo pozytywnie zaskoczyły rynek wynikami za 2010 rok. Grupa osiągnęła bowiem ponad 400 mln zł czystego zysku.
Ambicje stania się konsolidatorem na polskim rynku chemicznym mają również Puławy. Zarząd nie zrażał się tym, że nie udało się przejąć włocławskiego Anwilu, i w grudniu zeszłego roku zawarł z Ciechem wstępną umową na przejęcie większościowego pakietu akcji gdańskich Fosforów.
Na tym apetyty obu tych spółek się nie kończą. Azoty Tarnów ostrzą sobie teraz zęby na czeską Spolanę, ale Puławy są bardziej tajemnicze i nie zdradzają swych planów. Być może jeszcze raz spróbują stać się właścicielem Anwilu, tym bardziej że Orlen wcale nie zrezygnował ze sprzedaży tych zakładów.















