Banki
Cesarz Josef odchodzi
Szef Deutsche Banku Josef Ackermann zrezygnował z planów przewodniczenia radzie nadzorczej
Wiadomo już, że w maju 2012 roku obecny prezes Deutsche Banku odejdzie z tej instytucji na dobre. Na stanowisku zastąpi go dwóch bankierów: Anshu Jain i Juergen Fitschen, którzy wspólnie będą kierować spółką. Obydwaj są wychowankami Ackermanna. Odchodzący szef pozostawia bank w doskonałej kondycji, jakby nie było kryzysu w europejskiej bankowości, a zaangażowanie w greckie i włoskie obligacje nie powodowało strat.
Ackermann rezygnuje przy tym z ubiegania się o stanowisko przewodniczącego rady nadzorczej – oświadczenie tej treści największego niemieckiego banku ukazało się w ostatni poniedziałek. Z decyzji tej wyraził publicznie zadowolenie minister finansów Wolfgang Schäuble, podkreślając, że zawsze był zdania, iż niewłaściwe jest bezpośrednie przejście z funkcji szefa zarządu na przewodniczącego rady nadzorczej.
A taki właśnie zamiar miał Josef Ackermann, który był w świecie bankowości postacią dość kontrowersyjną. Z jednej strony od lat szefuje prestiżowemu Institute of International Finance zrzeszającemu międzynarodowe instytucje finansowe, a z jego opiniami liczą się najważniejsi ekonomiści i politycy. Z drugiej strony nieraz spotykał się z krytyką części niemieckiego społeczeństwa, co nie przeszkadzało kanclerz Angeli Merkel korzystać z rad Ackermanna, częstego gościa w urzędzie kanclerskim. Deutsche Bank jest obecnie w świetnej kondycji ze 180 mld euro rezerw finansowych i 5,7 mld zysku przed opodatkowaniem, osiągniętego w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy roku. W tym samym okresie ubiegłego roku zysk wynosił tylko 3,3 mld euro.
Mimo takich sukcesów Ackermann nie zasiądzie w fotelu szefa rady nadzorczej. Oficjalnie dlatego, że skomplikowana sytuacja na światowych rynkach finansowych wymaga obecnie jego pełnego zaangażowania na stanowisku prezesa, w związku z czym nie ma czasu na prowadzenie rozmów i negocjacji z akcjonariuszami banku, od których zależy jego wybór na szefa rady nadzorczej. – Nie udało mu się przekonać do swych planów szefów wielkich funduszy inwestycyjnych – pisze jednak „Handelsblatt". To dlatego przewodniczącym rady zostanie Paul Achleitner.
Samego Ackermanna czekają jeszcze poważne nieprzyjemności – ponownie będzie miał kłopoty z niemieckim wymiarem sprawiedliwości. Kilka dni temu 30 pracowników prokuratury przeprowadziło rewizję w jego biurze w siedzibie banku we Frankfurcie nad Menem. „Czarny dzień dla Deutsche Banku" – pisały wtedy niemieckie media, relacjonując kolejny etap ciągnącego się od lat postępowania przeciwko kierownictwu spółki. Sprawa dotyczy upadłości koncernu medialnego nieżyjącego już przedsiębiorcy Leo Kircha. Udowadniał on, że stracił zdolność kredytową w chwili, gdy ówczesny szef Deutsche Banku podał publicznie w wątpliwość plan wyplątania się Leo Kircha z problemów finansowych.
Kirch zażądał od Deutsche Banku miliardowego odszkodowania. Proces jest nadal w toku, a Josef Ackermann występuje w nim jako świadek, na którym ciąży zarzut składania fałszywych zeznań. – To są prawdziwe przyczyny końca dziesięcioletniej ery Ackermanna – podkreślają niemieckie media.
Josef Ackermann, ulubiony bankier kanclerz Angeli Merkel, nie jest Niemcem, ale Szwajcarem. Ukończył ekonomię i nauki społeczne na Uniwersytecie Sankt Gallen. Po skończeniu studiów pozostał na uczelni. W 1977 roku napisał pracę o wpływie pieniądza na sytuację gospodarczą i został doktorem nauk ekonomicznych. W Deutsche Banku zaczynał pracę jako szef działu bankowości inwestycyjnej. Przyszedł tam w 1996 roku z Royal Dutch Shell, wcześniej pracował w Siemensie, gdzie był wiceprezesem i członkiem rady nadzorczej. Jego pierwszą pracą po ukończeniu studiów była posada w Creditanstalt, gdzie zajmował się bankowością korporacyjną.
W swojej karierze został kilkakrotnie wybrany na bankiera roku przez prestiżowy w świecie finansów magazyn „Euromoney". Razem z nim Deutsche Bank otrzymywał nagrody jako najlepszy bank na świecie, ostatnio w kryzysowym roku 2009. „W czasie, gdy sektor stanął w obliczu kryzysu i potrzebował silnego lidera, dr Ackermann okazał się zdecydowanym przywódcą" – pisał „Euromoney" w uzasadnieniu swojego wyboru.















