Banki
Pan Czarnecki nie życzy sobie
Wczoraj nasza redakcyjna koleżanka na polecenie Leszka Czarneckiego, jednego z najbogatszych Polaków, została wyproszona z konferencji prasowej należącego do niego Noble Banku, choć została na nią wcześniej imiennie zaproszona.
Wyjaśniono jej jednak, że pan Czarnecki nie życzy sobie przedstawiciela „Rzeczpospolitej” na konferencji z powodu naszego tekstu sprzed kilku miesięcy o jego współpracy z SB. Oczywiście dziennikarka ekonomiczna, którą wyrzucono z konferencji, nie miała z tym artykułem nic wspólnego. Ale nawet gdyby miała, to chyba nie powód, by blokować naszym czytelnikom dostęp do informacji.
Są przynajmniej dwa powody, dla których wczorajsze zachowanie kompromituje Czarneckiego.
Pierwszy to fakt, że Noble Bank, który pośrednio kontroluje Czarnecki, jest spółką giełdową i takie zachowanie nie mieści się w żadnych standardach. Ale pal sześć standardy giełdowe. O wiele istotniejsze są standardy ludzkie.
Majątek Leszka Czarneckiego wyceniany jest na kilka miliardów złotych. Praktycznie wszelkie ziemskie dobra są w jego zasięgu. Może być rezydentem Malty (którym jest), mieć dom na Lazurowym Wybrzeżu (podobno ma), samolot (lata nim), może nurkować w różnych zakątkach świata (to jego pasja).
Za te ciężkie miliardy, na które – przyznam – ciężko zapracował, nie da się jednak kupić jednego. Chodzi o klasę czy – jak kto woli – kindersztubę. Ambicjonalne problemy można chyba załatwiać w inny sposób.






