Gospodarka
Europa tkwi w stagnacji
Komisja Europejska zrewidowała w dół prognozy dla kilku najważniejszych gospodarek Unii na II półrocze. Bruksela wierzy w Polskę: ciągle przewiduje 4-proc. wzrost PKB w 2011 r.
Korespondencja z Brukseli
Perspektywy są bardziej ponure, niż spodziewaliśmy się w maju – mówił wczoraj Olli Rehn, unijny komisarz ds. gospodarczych. Od czasu poprzednich prognoz, przedstawionych w maju, Bruksela obniżyła przewidywania rocznego wzrostu PKB dla Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch i Holandii. Nie zmieniła oczekiwań wobec Polski i Hiszpanii, nieco podwyższyła perspektywę dla Niemiec.
Europejskiej gospodarce pomógł bardzo dobry I kwartał. Przewidywania na II połowę roku są gorsze. UE będzie się rozwijała w tempie po 0,2 proc. w III i IV kwartale, a sama strefa euro o 0,2 i 0,1 proc. W całym roku wzrost ma wynieść 1,7 proc. dla UE i 1,6 proc. dla strefy euro.
– Stanęliśmy w martwym punkcie – przyznał Rehn. W związku ze spowolnieniem gospodarczym osłabły oczekiwania inflacyjne, które dla UE wynoszą teraz 2,9 proc. średniorocznie, a dla strefy euro – 2,5 proc.
Wszystko dlatego, że rynki nie wierzą w program naprawy strefy euro, przez co obligacje najbardziej wrażliwych krajów tego obszaru są coraz droższe. To zwiększa koszt obsługi długu i pogarsza wyniki budżetowe. A pesymizm na rynku źle wpływa na nastroje konsumentów i przedsiębiorców, którzy boją się recesji. Ci pierwsi wstrzymują się z zakupami, ci drudzy z inwestycjami i decyzjami o zatrudnieniu. I koło stagnacji się zamyka.
– Ryzyko recesji jest niezwykle wysokie – uważa komisarz Rehn. Na niekorzyść działają wciąż bardzo chwiejne nastroje na rynkach. Europie może też zaszkodzić wyższa inflacja w tych krajach poza jej granicami, które dynamicznie się rozwijają. Presja cenowa może zachęcić ich banki centralne do schładzania gospodarki, co osłabi import i dodatkowo uderzy w europejskie przedsiębiorstwa.
Zdaniem Brukseli ta sytuacja wymaga natychmiastowej odpowiedzi. Rehn zaapelował do wszystkich państw strefy euro o szybką ratyfikację ustaleń szczytu z 21 lipca. Obejmują one prawo do kolejnych pożyczek dla Grecji, a także większe możliwości działania dla Europejskiego Funduszu Stabilności Finansowej, który pomaga krajom w potrzebie. W dłuższym terminie kluczowe jest wprowadzenie reform strukturalnych oraz oszczędności budżetowych.
– Piłka jest na greckiej połowie – powiedział komisarz pytany o to, czy Grecja dostanie kolejną transzę z pożyczki zatwierdzonej już w maju 2011 roku. Na razie Ateny mają problemy z przeprowadzeniem reform oraz rozpoczęciem prywatyzacji.
Według unijnego komisarza na uspokojenie rynków będzie miało wpływ uchwalenie tzw. sześciopaku – pakietu ustaw usprawniających zarządzanie gospodarcze w całej UE. Od lipca porozumienie między radą UE (unijnymi rządami) i Parlamentem Europejskim negocjuje polska prezydencja. Właśnie wczoraj doszło do wstępnego kompromisu i sześciopak będzie głosowany na sesji PE pod koniec września.
– Komisja nie powiedziała niczego, o czym byśmy już nie wiedzieli – uważa Piotr Kalisz, główny ekonomista Banku Handlowego. – Gdyby przedstawiła szacunki dotyczące przyszłego roku, potwierdzając lub nie spodziewane silniejsze spowolnienie, mogłoby to się odbić na wynikach giełdy i kursach walut, a tak zrobiła to decyzja Europejskiego Banku Centralnego o ułatwieniu dostępu europejskich banków do kredytów dolarowych – giełdy odbiły, euro i złoty się umocniły.






