Komentarz
Polacy też płacą za nieufność na rynkach
- Banki nie idą na rękę budowlance
- Krach socjalizmu na Wall Street
- Materialiści częściej popełniają samobójstwa w czasach kryzysu
- Dalsze spadki na giełdach
- Raty kredytu w górę
- Wielka wyprzedaż w Nowym Jorku
- Wiking płacze pod bankiem
- Budżet na czas kryzysu?
- Nastroje wciąż złe
- Świat dalej obcina stopy
- Brytyjski premier apeluje o wspólne działania ratunkowe dla banków
- Powodem kłopotów AIG była obsesja zysku
Ostatnie dni przyniosły m.in. gwałtowny wzrost wartości wskaźnika WIBOR, który służy do wyznaczania ceny kredytów złotowych. Stało się tak, choć ekonomiści coraz częściej wykluczają możliwość kolejnych podwyżek stóp procentowych w Polsce, a nawet dopuszczają scenariusz ich obniżek.
Na świecie zaś mimo redukcji stóp procentowych dokonanej przez wiele banków centralnych cena pieniądza na rynku się nie zmniejszyła. To kolejny dowód na szczególne czasy w świecie finansów i brak zaufania między instytucjami finansowymi. Gdyby nie obserwowany kryzys, cena pieniądza na pewno by spadła.
Niektórzy ekonomiści apelują o niepodsycanie nerwowych nastrojów wśród konsumentów. Ale z liczbami się nie dyskutuje. Zadaniem mediów jest opisywanie zjawisk, które obserwujemy w tych jakże ciekawych czasach, gdy giełdowe indeksy jednego dnia spadają o 10 proc., a następnego rosną o 5 proc. Sami bankowcy podkreślają, że w ich środowisku pojawiają się niesprawdzone opinie o konkurencji. Przyznają, że niektóre banki, jeśli chcą zdobyć środki finansowe, muszą do stawek rynkowych dodawać jeszcze niespotykane dotąd premie. Dzieje się tak, choć banki dysponują nadwyżkami finansowymi. Wolą je jednak na niższy procent odkładać w NBP, niż z większym zyskiem pożyczać innym instytucjom.
Nikt nie wie, jak długo potrwa to zjawisko i jak wielka musi być skala państwowych interwencji, żeby przywrócić wzajemne zaufanie na rynku. Pozostaje oczekiwanie na zakończenie procesu ujawniania bilansów banków i firm ubezpieczeniowych, które jeszcze mogą zostać zarażone toksycznymi aktywami.
Skomentuj na blog.rp.pl






