Komentarz
Jak w imię wyższych celów zdusić konkurencję
Parlament Europejski, z całych sił wraz z Komisją Europejską wspierający jeden z filarów wolnego rynku, czyli konkurencję, trafił nas w miękkie podbrzusze - pisze Wojciech Romański
Otóż okazało się, że w kwestii transportu publicznego, zwłaszcza drogowego, nasz rynek jest maksymalnie zliberalizowany, a innych dopiero trzeba zmuszać do uchylenia furtki dla konkurencji. Tyle że o ile gdzie indziej być może pozwolenie samorządom na wybór bez przetargu innego przewoźnika niż „jedyny słuszny” i podpisanie z nim umowy na wyłączność to milowy krok w kierunku deregulacji, u nas w skrajnym przypadku może doprowadzić do zastąpienia konkurencji w przewozach pasażerskich antyrynkowym monopolem.
Wygląda na to, że dostosowanie się akurat w kwestii transportu osobowego do unijnych przepisów cofnęłoby nas o lata świetlne. Tu to Unia nas goni, a nie my gonimy Unię. Oczywiście prawdą jest, że nasz zderegulowany rynek transportowy zaczął miejscami przypominać wolną amerykankę, ale to można zmienić w mniej drastyczny sposób. Tym bardziej że rozporządzenie PE, które ma wejść w życie pod koniec tego roku, akurat przewiduje możliwość pozostawienia krajowych rozwiązań, o ile wykaże się, że wspierają konkurencję.
Niepomny na to resort infrastruktury dziarsko zabrał się jednak do tworzenia nowej ustawy. Czyżby gdzieś w głębi serca słowo monopol budziło w resorcie ciepłe uczucia?






