Transport
Kierowcom puszczają nerwy
Od trzech dni kierowcy tirów kilka razy na dobę blokują dojazd do przejścia granicznego w Dorohusku. Wielu wyczerpuje się paliwo i jedzenie. A końca protestu celników nie widać
– Nie zdziwiłoby mnie, gdyby się okazało, że przez nasze przejście ktoś przewiózł np. dwa czołgi. Kontrola to fikcja i ogranicza się do wbijania pieczątek. Tutaj, w Dorohusku, jest jedna wielka dziura w granicy – mówi „Rz” jeden z najbardziej doświadczonych celników pracujących na polsko-ukraińskim przejściu w Dorohusku.
Protest sprzyja przemytnikom
Funkcjonariusze, których pracę obserwowaliśmy w weekend, nie chcą podawać nazwisk. Nie zgadzają się też na zdjęcia. Boją się, że niezadowoleni z odprawy podróżni „odwdzięczą” się za wielogodzinne czekanie.
Z 27 celników wpisanych w grafik w Dorohusku od kilku dni w pracy pojawia się najwyżej siedmiu. Reszta choruje lub jest na urlopach. W nocy z piątku na sobotę pracował jeden. O mały włos nie doszło do buntu kierowców samochodów osobowych. Po 12-godzinnej służbie kierownik zmiany dowiedział się, że nie ma zmienników. Koledzy zachorowali lub wzięli urlop na żądanie. – Zostałem sam. Mogłem zamknąć przejście i pojechać do domu, ale czułem, że kierowcy samochodów osobowych by nie wytrzymali. Wyszedłem na terminal i zabrałem się do odprawy. Miałem 146 aut – opowiada „Rz”.
Funkcjonariusze domagają się m.in. 1,5 tys. zł podwyżki i prawa do wcześniejszej emerytury, która przysługuje służbom mundurowym (np. kolegom ze Straży Granicznej na tym samym przejściu). Celnik z niespełna pięcioletnim stażem i wyższym wykształceniem zarabia w Dorohusku 1400 zł na rękę. Jak zaczynał służbę, myślał, że złapał Pana Boga za nogi. – Pracę trzeba szanować. Nawet tę, która po dwóch godzinach zamienia się w orkę i sprawia, że czuję się zgnojony. Przez państwo – mówi kierownik zmiany.
Chwilę potem mocno wciska czapkę na głowę i truchtem biegnie na odprawę samochodów osobowych. Przemytników nie brakuje, ale kiedy na zmianie jest siedem osób, liczy się tempo. A ono sprzyja łamaniu prawa. Doświadczony celnik mówi „Rz”, że sam się boi obecnej sytuacji. – Bo równie łatwo jest wręczyć i przyjąć łapówkę, jak pomówić funkcjonariusza o korupcję. Zarzuty zwykle ograniczają się do ogólnych stwierdzeń: „za przyśpieszanie kontroli, wspólnie i w porozumieniu z kolegami ze zmiany, przyjął kwotę nie mniejszą niż”. A teraz to co my tu niby mamy? Każdego prawie bez żadnej kontroli puszczamy. Więc tak na dobrą sprawę każda zmiana to potencjalna zorganizowana grupa przestępcza.
Jedno auto – kilka godzin
W Dorohusku przez cały weekend sytuacja była bardzo nerwowa. Kierowcy nie wytrzymywali i co jakiś czas blokowali dojazd do przejścia. Wczoraj z tego powodu do pracy nie dojechało kilku celników. Na poranną zmianę punktualnie dotarło tylko dwóch funkcjonariuszy. Kolejka tirów kończyła się kilkanaście kilometrów przed Chełmem. Stało w niej ponad 1000 ciężarówek. Kierowcy czekają w niej nawet cztery doby. Tak jak Jacek Wenda z podwarszawskich Łomianek. Samochód załadował w środę po południu, a po kilku godzinach był już na granicy. Od tego momentu do przodu porusza się żółwim tempem. Mówi, że jest na skraju wytrzymałości. – Celnicy traktują nas jak bydło. A my tak samo jak oni mamy rodziny, chcemy normalnie żyć i pracować – denerwuje się. Nie wie, kiedy dotrze z towarem do Kijowa, a potem z powrotem do Polski. – Godzinę śpię, budzę się i parę metrów podjeżdżam. Oszaleć można – skarży się.
W nocy z piątku na sobotę na przejściu w Dorohusku pracował jeden celnik
Jakby tego było mało, w sobotę w nocy wichura spowodowała awarię prądu na przejściu. Na dwie godziny wstrzymano przebiegającą i tak bardzo wolno odprawę tirów. Wszystko dlatego, że zajmował się tym jeden celnik. Musiał zważyć ciężarówkę, w razie potrzeby ją zrewidować, sprawdzić dokumenty, wprowadzić informacje o pojeździe do systemu komputerowego, i jeśli wszystko jest w porządku – dopuścić do wyjazdu. Wczoraj odprawa jednego tylko auta trwała kilka godzin.
Julia by sobie poradziła
Kierowcy coraz częściej denerwują się także na dziennikarzy. – W radiu na okrągło powtarzają, że w Dorohusku czeka się 70 godzin! Dwa razy tyle stoimy! – złości się Tomasz Czepielewski, który od czwartku czeka w kolejce. Do przejścia zostały mu cztery kilometry.






