Raport "Rz"
Mało kobiet w wielkim biznesie
16 kobiet i 257 mężczyzn. Tak wygląda skład zarządów 60 największych spółek na warszawskiej giełdzie
W Polsce trudno byłoby zrobić listę najbardziej wpływowych kobiet biznesu, na której – tak jak w USA – znalazłyby się szefowe największych spółek giełdowych czy czołowych firm z Listy 500. Powód jest prosty– żadną z tych firm nie kieruje kobieta. Jak wynika z analizy „Rz”, w zarządach spółek tworzących WIG20 są tylko dwie panie, a wśród przedstawicieli WIG40 kobiet jest 14. Czyli łącznie 16 na ponad 200 menedżerów. Podobnie (choć o jedną kobietę więcej) było przed rokiem.
Choć head-hunterzy twierdzą, że pracodawcy raczej nie mają już wątpliwości, czy kobieta jest odpowiednim kandydatem do zarządu, to jednak pań na szczytach biznesowej władzy nie przybywa. Również dlatego, że rzadziej startują w konkursach do zarządów.
W niedawnym konkursie na stanowisko szefa PKO BP wśród kilkunastu kandydatów nie było żadnej kobiety, a o fotel wiceprezesa wśród ponad 20 konkurentów była tylko jedna.
– Kobiety są fantastycznymi menedżerami i pracownikami. W restrukturyzacji firm często są nieporównanie lepsze od panów i przewyższają ich efektywnością, ale świat biznesu jest zdominowany przez mężczyzn – mówi Karina Wścibiak-Hankó, prezes Alchemii, największej wśród spółek WIG80 kierowanych przez kobiety. Mając 31 lat, jest ona też jedną z najmłodszych menedżerek na warszawskiej giełdzie. I przez większość swej kariery pracowała w „męskich” branżach.
Z męską przewagą musi się też pogodzić większość pań w zarządach spółek z WIG20 i WIG40 – z reguły są jedynymi kobietami w kilkuosobowym menedżmencie firmy. Jedynie w ING Banku Śląskim wśród siedmiu członków zarządu są dwie wiceprezeski.
Tymczasem, jak ocenia Henryka Bochniarz, prezydent Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan i pierwsza kobieta we władzach Boeing International (teraz są już tam trzy panie), jakość współpracy zdecydowanie jest inna, gdy kobieta nie jest rodzynkiem. – Na spotkaniach, gdzie są sami mężczyźni, kobiecie często trudno jest się przebić, zwłaszcza gdy po drugiej stronie ma się zgrany męski zespół współpracujący ze sobą od lat – podkreśla Henryka Bochniarz.
Jak dodaje, bez wprowadzenia parytetu płci (na początek w polityce) nie ma co liczyć na większe wpływy kobiet w dużym biznesie. Tym bardziej że same kobiety przyznają, iż często muszą udowadniać swe kompetencje i zaangażowanie, zwłaszcza gdy mają rodzinę. Prof. Urszula Sztanderska, ekspert rynku pracy, zwraca uwagę, że ze względu na przerwę na macierzyństwo kariera zawodowa kobiet jest zwykle o kilka lat odroczona. Jak przypomina, w niektórych krajach, np. w Szwecji, fakt posiadania dzieci jest przy awansie atutem kobiety. – Jeśli mężczyzna i kobieta mają jednakowy dorobek, to awansuje się kobietę, uznając, że skoro osiągnęła to, mając dwoje dzieci, musi być lepsza. W Polsce w takiej sytuacji często wybiera się mężczyzn – dodaje prof. Sztanderska.
– Kobiety często muszą dwa razy bardziej się starać, by udowodnić, że mając rodzinę, dzieci, potrafią być tak samo zaangażowane jak mężczyźni – mówi Karina Wściubiak. Twierdzi, że można pogodzić karierę z życiem rodzinnym. W styczniu po półrocznym urlopie macierzyńskim wróciła do kierowania firmą: – Pracuję bardziej efektywnie, choć nie spędzam już regularnie w biurze po dziesięć i więcej godzin – dodaje.






