Debata gospodarcza
Między folwarkiem a Facebookiem
Przyszłość należy do firm, które potrafią wykorzystać atuty wszystkich pokoleń swych menedżerów
Choć podobnie jak na początku przemian gospodarczych firmy nadal oczekują od menedżerów przede wszystkim wyników, to w ciągu minionych dwóch dekad wymagania wobec kadry kierowniczej znacznie wzrosły. A będą jeszcze większe – zgodzili się eksperci, którzy w redakcji „Rz" dyskutowali o trzech pokoleniach polskich menedżerów.
W debacie uczestniczyli; Grażyna Rzehak, dyrektor działu zarządzania zasobami ludzkimi i członek zarządu Unilever Polska; Jacek Santorski, psycholog biznesu; Piotr Korek, wiceprezes Tesco Polska, i Marcin Fidecki, ekspert Pwc.
Jak wspominali, od pokolenia obecnych menedżerów 45+, którzy zaczynali swą karierę po 1989 r., nikt nie oczekiwał profesjonalnego przygotowania. Do zdobycia stanowiska w zachodniej spółce wystarczały dobra znajomość języka obcego (by porozumieć się z zagranicznym szefem), zdolności organizacyjne oraz chęć do ciężkiej pracy.
Praktyka zamiast MBA
– Przyjmowaliśmy wiedzę i doświadczenie od zagranicznych korporacji i byliśmy bardzo otwarci na naukę. Praca była wtedy ciężka i długa, ale była to dla nas jedyna szansa, by zdobyć wiedzę. Każdy chciał jak najszybciej się nauczyć i wziąć stery we własne ręce. I to się wydarzyło – mówiła Grażyna Rzehak. Podkreślała też, że w kierownictwie zagranicznych spółek dominują dziś polscy menedżerowie.
Taką właśnie drogę – jak wspominał – przeszedł Piotr Korek, który pod koniec lat 80. zamienił pracę wykładowcy literatury niemieckiej na karierę w pierwszej w Polsce sieci hipermarketów HIT. Podobnie jak wielu jego rówieśników wiedzę zdobywał bez pośrednictwa szkół biznesu, w praktyce.
Dziś on i część jego rówieśników zajmują wysokie stanowiska w czołowych firmach. Tworzą tam najbardziej doświadczone, dojrzałe pokolenie menedżerów, które potrafiło sobie poradzić nie tylko z kilkoma kryzysami, ale też ze zmianami wewnątrz firm. Jak zauważył Marcin Fidecki z Pwc, zmieniła się zarówno ich kultura zarządzania, jak i strategia personalna. Nie wszędzie jednak.
Według Jacka Santorskiego firmy, które mają nowoczesną i organizacyjną kulturę zarządzania, stanowią może 20 proc. przedsiębiorstw – zwykle są to spółki międzynarodowych korporacji. Zdecydowana większość, bo 75 proc., polskich firm wciąż ma strukturę i kulturę XVI-wiecznego folwarku – nadal obowiązuje tam jednokierunkowa hierarchia. Niekiedy jest to folwark oświecony, ale nadal folwark. – 50 proc. menedżerów mówi, że bardzo wygodnie jest sprawować władzę w takich warunkach – podkreślał psycholog biznesu.
Urodzeni w sieci
Natomiast firmy, które z folwarku wyrosły albo nigdy nie były tym na etapie, dziś często stoją przed szansą i wyzwaniem połączenia trzech pokoleń menedżerów.
Zdaniem Grażyny Rzehak, pierwsza, najstarsza grupa to ci, którzy sobie doskonale poradzili także pod względem przywództwa, zarządzania relacjami i zarządzania zespołem. – To osoby, które były w stanie wykształcić mogącą z nimi współpracować kadrę. Teraz jest czas, by przekazywały wiedzę i władzę młodszemu pokoleniu – podkreślała szefowa HR Unilever Polska.
W tym młodszym pokoleniu są dziś już dwie generacje menedżerów – obecne trzydziestoparolatki oraz przedstawiciele niespełna 30-letniego pokolenia Y.
– Oni potrafią funkcjonować w bardzo złożonej terminologii fachowej, znają jeden albo dwa języki, są zorientowani na sukces, świetni w organizacji i wręcz intuicyjnie wykorzystują nowe technologie – chwalił Piotr Korek. Zaznaczał jednak brak chęci do zgłębiania swojej dziedziny, do poznania szczegółów. To pomogło zdobyć wiedzę i doświadczenie pokoleniu 45+, dla którego biznes był przygodą życia. Dla młodszych pokoleń menedżerów już niekoniecznie. – Mają zupełnie inne horyzonty, inne podejście do życia, których im zazdroszczę – stwierdził wiceprezes Tesco.
Według niego menedżerom młodego pokolenia jest z jednej strony łatwiej (mają zwykle biznesowe przygotowanie, często MBA), ale z drugiej jest im trudniej awansować i osiągnąć sukces, jaki miało pokolenie 45+.






